sobota, 31 lipca 2021 r., imieniny Ignacego, Ernesty, Lubomira

Reklama   |   Kontakt

Aktualności

Jak to niegdyś Kurpie Wielkanoc świętowali

Starsi, ale i młodsi mieszkańcy Kurpiowszczyzny doskonale pamiętają zwyczaje i obrządki wielkanocne, jakie kultywowano w domach i w kościołach przed wieloma laty. Część z nich zachowała się do dziś, inne odeszły w zapomnienie, jeszcze inne przetrwały w nieco zmienionej formie.

Reklama Czas świąt Wielkiej Nocy to dla katolickich wiernych czas wyjątkowy. Przeżywanie Triduum Paschalnego, męki i śmierci Chrystusa oraz oczekiwanie z nadzieją na Jego zmartwychwstanie łączyło się od zawsze z wieloma czynnościami, obrzędami oraz zwyczajami.

Część z nich, które kultywowano przed laty na Kurpiowszczyźnie, opisał znany regionalista Adam Chętnik. W publikacji poświęconej zwyczajom Kurpiów, czas okołowielkanocny rozpoczął od opisania tzw. Wielkich Dni.

Wielki Czwartek i Wielki Piątek
W Wielki Czwartek i Wielki Piątek na nabożeństwach w kościele dawnemi laty chłopcy posiadali wielką ilość grzechotek i kołatek drewnianych, któremi robili taki hałas i trajkot, że "choć z kościoła uciekaj" - jak mówią starzy ludzie. Zwyczaj ten nazywał się odstraszaniem, albo straszeniem Judasza.

Po wykupie z oracją
Regionalista przypomniał też o ciekawym zwyczaju tzw. wykupu na przykład dla księdza, który dokonuje świecenia pokarmów. Niegdyś jako wykup dawano zazwyczaj jaja, dziś najczęściej są to pieniądze, ale jeszcze kilkanaście lat temu na wioskach powiatu ostrołęckiego był zwyczaj zbierania jajek dla duchownego.

Reklama Wykupem nazywano parę lub kilka jaj, przynoszonych przez dzieci nauczycielowi, przed rozpuszczeniem ich na ferje świąteczne. Zwykle w ostatni dzień lekcji w sali szkolnej stał jeden lub parę koszów, w które dzieci składały przynoszony "wykup". Wykup taki składano i księdzu, który świecił święcone po wsiach. W innych miejscach nauczyciel wybierał kilkoro dzieci zdolniejszych i w Wielki Piątek chodzili po wsi, co się nazywało chodzeniem "po wykupie z oracją". Dzieci śpiewały jakąś stosowna pieśń, poczem po kolei mówiły oracje, których się przedtem nauczyły, np.:
W Wielki Czwartek, w Wielki Piątek
Cierpi Pan Bóg za nas smutek,
Smutek, smutek, biczowanie,
Cierpiał Pan Bóg krzyżowanie
Inne dzieci mówiły inne oracje. Po oracjach gospodyni domu dawała do kosza odpowiednią ilość jaj, a z całej wsi nazbierał nauczyciel sporo "wykupu".


Święcenie ognia i pokarmów
Adam Chętnik opisuje też zwyczaj święcenie ognia i potraw, który zachował się do dziś w niemal niezmienionej formie. Przypomniał też, co niegdyś wkładano do wielkanocnego koszyczka.

Święcenie ognia odbywa się na cmentarzach przy kościołach w Wielką Sobotę o godz. 6 rano lub wcześniej. Zebrani parafjanie starają się otrzymać choć kawałek drzewa lub węgla z tego ognia, wskutek tego ścisk jest wielki, a rozrywanie i odbieranie sobie palących się główni przybiera nie raz charakter niezupełnie religijny.

Święcone szykują gospodynie no Wielką Sobotę rano. Krążek kiełbasy, jaja częściowo obłapione, kawałek mięsa, nieco soli i kęsek chleba - oto ogólnie spotykane święcone. Święci ksiądz jeżdżąc po wsiach, gdzie do jednej lub paru chałup poznoszono miski z darami Bożemi. Święcone ubrane jest zielonemi gałązkami borówek, (gałązki powtykano w święcone).


Rezurekcje
Uroczyste nabożeństwo w kościele, połączone z procesją, którego celem jest obwieszczenie światu dobrej nowiny o zmartwychwstaniu Jezusa to główne wydarzenie świąt i jest odprawiane od wieków. Poranna msza to nieodłączna część najważniejszych świąt w kościele katolickim. Chętnik przypomniał jednak ciekawy, kurpiowski zwyczaj, którego dzis raczej prózo szukać - to oddawanie salw z broni palnej.

Na Rezurekcję idzie kto żyw w niedzielę rano. Podczas procesji dawniej rodzaj męski oddawał szereg strzałów z broni palnej ręcznej, oraz z moździerzy wiwatowych, miejscowego wyrobu. Chłopcy strzelali nawet już w nocy z soboty na niedzielę, a potem strzelali cały dzień, zebrawszy się gdzieś gromadnie. Zwyczaj strzelania zabroniony dziś przez władze administracyjne. Z Rezurekcji, jak i z pasterki, starano się jak najprędzej odjechać do domu, mijając się wozami, miało to wpływać na lepszy i prędszy urodzaj lnu lub pszenicy, gdzie ją siano.

Huśtawki
Inny, ciekawy zwyczaj związany z okresem świat wielkanocnych, to tzw. huśtawki czyli zabawa organizowana dla młodzieży.

Huśtawki (zwane tu jako "woziawki" i "bujacki") robione są po wsiach przez chłopców. Robi je na dwu wysokich słupach wkopanych w ziemię, z poprzecznicą u góry, pod którą obraca się oś drewniana z dwoma długimi drągami, zakończonemi u dołu deską. Na desce tej stają najczęściej we dwoje (chłopiec i dziewczyna) i rozbujają się tak do paru lub kilkupiętrowej wysokości. Wypadki kalectw były częste, dziś nawet władze bezpieczeństwa publicznego czuwają, by huśtawek zbyt wysokich nie robiono. Po okresie świąt Wielkanocnych huśtawki młodzież zwykle psuje, czekając aż następnej Wielkanocy.

Dzielenie się jajkiem i śmigus-dyngus
Nie mogło też zabraknąć opisu dzielenia się jakiem oraz trwającego do dziś tzw. lanego poniedziałku, podczas którego polewamy się wodą. Regionalista przypominał też, zapomniany już nieco zwyczaj chłostania się brzozowymi lub wierzbowymi witkami.

Święconym jajkiem dzielą się domownicy bliżsi i dalsi zaraz po rezurekcji i mszach rannych. Skorupki z jajek święconych oraz kości itp. resztki święconego zakopywano w polu, co miało wpłynąć na urodzaj oraz broniły od gradu itp. Skorupkami z takich jaj potłuczonemi no drobno obsypują chaty wkoło, co ma chronić je od robactwa.

Oblewki, czyli znany w całej Polsce śmigus stosowany był i na Kurpiach drugiego dnia świąt. Z samego rana chłopcy starają się zdybać gdzie dziewuchę, choćby w łóżku, którą obficie podlewają wodą z kubła. Przez cały dzień leją się wodą nawzajem: chłopcy, gdy złapią dziewuchę, a dziewuchy jak gdzie zdybią chłopca. Kogo w Wielkanoc zlano wodą ten w ciągu roku pcheł nie miał - jak twierdzono. W dniu tym młodzież chodzi po chałupach z rózgami brzozowemi, którymi sieką domowników, za to dostają "wykup".

Reklama Malowanie jaj
Ten zwyczaj zachował się w pełnej krasie i jest rozwijany na Kurpiowszczyźnie nie tylko przez starszych mieszkańców i twórców ludowych, ale też przez młode pokolenie. Dziś jaja zdobimy na różne sposoby, a jak to wyglądało przed laty?

Pisanki, zwane tu piskami ("psiski") malują a właściwie piszą stare kobiety i dziewczęta. Matki chrzestne piszą i farbują pisanki wszystkim swoim wnukom. Do pisanie używa się jaj kurzych, wosk topiony z klejem pszczelim (lub brzozowemi pęczkami) a do tego rozgrzaną w patyczku szpilką z łebkiem, lub blaszką od sznurowadło. Pisane jajka gotowane są w łupinach z cebuli, w korze dębowej lub brezelji. Obecnie rysunek na czarnym jajku wydrapują nożem, pisanka taka nazywa się "skrobanka" a jajko ugotowane na czarno - krukiem. Dzieci grają w pisanki, kalając z górki jedna na drugą. Czyja się stłucze, ten ją przegrywa.

To oczywiście niewielki fragment spuścizny Kurpiów oraz pięknych tradycji naszego regionu. Wiele z nich możemy usłyszeć w swoich domach od mamy czy babci. Przekazują je nam również twórcy ludowi i miłośnicy folkloru, którzy nie pozwolą zaginąć tradycji.

Opisane powyżej kurpiowskie obyczaje i obrządki pochodzą z książki Adama Chętnika pt. "Kalendarz zwyczajów dorocznych, obrzędów i niektórych wierzeń ludu kurpiowskiego", Nowogród 1934 r.
Wyświetleń: 4419 komentarze: -
21.04.2019, 07:48r. Drukuj




Powrót